czwartek, 16 marca 2017

Varia - wystawa plastyczna Grupy Artystycznej UTW

      Każdy artysta, czy to profesjonalista czy też amator, tworzy z potrzeby serca. W przypadku twórczości amatorskiej bardzo często najpierw występuje zjawisko tworzenia dla siebie, czyli wszystko trafia do szuflady. Z czasem jednak każdy czuje potrzebę ujawnienia tej twórczości, pokazuje rodzinie, znajomym, potem już prezentuje się przed szerokim kręgiem odbiorców. I chyba w tym momencie zaczyna się dialog twórcy z odbiorcą. Artysta ma coś do powiedzenia, do przekazania światu. Tworzonym przez siebie dziełem wysyła komunikat o swoim sposobie widzenia świata, o tym jak odbiera otaczającą go szeroko pojętą rzeczywistość. A możliwości ma wiele. Sztuki plastyczne, podobnie jak i muzyka, nie muszą być dokładnym odzwierciedleniem tego, na co twórca patrzy ani tego, co czuje. Wyrażać może się na wiele sposobów, w plastyce, w malarstwie i nawet w fotografii dopuszcza się wykorzystanie różnych, czasem wydawałoby się dziwnych narzędzi i materiałów. 

       
                                         Anna Wasyliszyn                                     Elida Saul                                  

      Wczoraj odbył się wernisaż wystawy z cyklu Artystyczny Pejzaż Żagania, w ramach którego promujemy lokalną twórczość artystyczną.  Wystawa w pierwszej chwili wydaje się prezentować malarstwo abstrakcyjne, ale tak nie jest. Nie ma żadnej abstrakcji. Wszystko jest czytelne, tylko przedstawione z wykorzystaniem wielu technik, łączeniem materiałów.

                   
                                   Elwira Pawłowicz                          Władysława Stasiewicz

     Wszystkie prace wykonane zostały przez członków Grupy Artystycznej Uniwersytetu Trzeciego Wieku, działającej przy Centrum Kultury. Jest to twórczość amatorska, ale powstaje pod kierunkiem żagańskiej artystki Grażyny Kulej-Zwiernik, która uczy technik, pokazuje możliwości w zakresie zastosowania, użycia wszystkiego, czego plastyk potrzebuje. Robi to profesjonalnie więc i wymaga. A, że na naukę nigdy ponoć nie jest za późno, więc wyrastają nam w Żaganiu artyści jak grzyby po deszczu. Tworzą ku zadowoleniu własnemu, dumie najbliższych i  uznaniu otoczenia. Wernisaż odbył się w holu Pałacu Książęcego, czyli w miejscu, gdzie prezentowane prace można oglądać do końca kwietnia. 

              
                                  Janina Lewicka                                        Stanisława Szczepanik


     Powitała wszystkich obecnych Dyrektor Biblioteki Pani Magdalena Śliwak, następnie oddała głos Pani Grażynie Kulej-Zwiernik, która wprowadziła nas nieco w arkana powstawania poszczególnych obrazów, wykorzystanych technik. Opowiedziała o grafice i jakie czynności musieli kolejno wykonać autorzy prac. Inne obrazy wykonane były metodą stemplowania. Dowiedzieliśmy się na czym to polega i jakich narzędzi i materiałów można do tego celu użyć. Efekty zaskakiwały nawet samych tworzących. Jeszcze inne prace powstały jako połączenie starej czarno-białej fotografii z kolorem. Zadaniem autorów było wyodrębnienie postaci ze zdjęcia i odrzucenie tła, a następnie przeniesienie ich do barwnych czasów współczesnych.            

     
                                            Jerzy Kościelski                              Maryla Kula

     Autorom gratulujemy twórczości i tego, że już na emeryturze potrafili znaleźć sposób na życie, na siebie oraz życzymy dalszego rozwoju i sukcesów, Gościom natomiast dziękujemy za poświęcony czas na poznanie efektów ich twórczych wysiłków. Seniorom proponujemy skorzystanie z oferty jaką daje Uniwersytet Trzeciego Wieku. Prezesowi Spółki Pałac Książęcy Panu Pawłowi Lóssie dziękujemy za zapewnienie nagłośnienia, a zespołowi Żagańska Lutnia za  wspaniały, żywiołowy, podnoszący na duchu i dodający energii koncert. Dali czadu, oj dali 😊. Zespół działa pod kierownictwem artystycznym Józefa Nizio odnosząc sukcesy na przeglądach i konkursach. Panu Jankowi Mazurowi i mediom lokalnym za utrwalenie na fotografii i promocję. 



wtorek, 28 lutego 2017

Książka Jojo Moyes Razem będzie lepiej w DKK dla dorosłych



   23 lutego 2017 r. odbyło się drugie w tym roku spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym, z okazji tłustego czwartku, nie zabrakło na stole pączków i faworków. Omawiałyśmy książkę Jojo Moyes Razem będzie lepiej. Angielska pisarka wydała kilka powieści, które chwytają za serce i pokazują prawdziwe życie.
   Razem będzie lepiej to książka nie tylko dla matek samotnie wychowujących dzieci, ale także dla tych, które nie wierzą w siebie i nie potrafią poradzić sobie z problemami codziennego życia. Jess, główna bohaterka, jest matką i przyjaciółką dla swoich dzieci, wybitnie uzdolnionej matematycznie Tanzie i dla nastoletniego pasierba z problemami, fryzurą Emo i brakiem pewności siebie. Żeby zapewnić wszystko co potrzebne do życia, pracuje na dwa etaty, ponieważ ich ojciec nie płaci alimentów, a życie kosztuje. Pewnego dnia córka dostaje propozycję pójścia do prestiżowej szkoły dla wybitnie uzdolnionych dzieci, jest jednak jeden problem. Jess nie ma pieniędzy na czesne. I tutaj zaczyna się cała przygoda, przypadkowo napotkany Ed postanawia zawieźć całą rodzinę setki kilometrów na Olimpiadę Matematyczną.
    Nasze czytelniczki zakochały się w książce, dodatkowo po spotkaniu, inne powieści Jojo Moyes, błyskawicznie zniknęły z półek bibliotecznych. Autorka zaczarowała nas niesamowicie przedstawionymi realiami, współczesnego świata. Zgodnie przyznałyśmy, że zakręty życiowe mogą spotkać każdą z nas, ale rzadko kiedy udaje nam się podejść do tego z takim optymizmem, jak nasza główna bohaterka. Książka pokazała nam jak można radzić sobie z przeciwnościami losu z uśmiechem na ustach i wiarą w siebie, swoja rodzinę i marzenia, które się spełniają, tylko wtedy, jeśli się w nie wierzy.

                                                                                                               Karolina Skowrońska





        

piątek, 24 lutego 2017

Lokale gastronomiczne w Żaganiu do roku 1945

    W przeddzień 72. rocznicy zdobycia miasta w lutym 1945 r., w Czytelni Ogólnej, odbyło się spotkanie z żagańskim regionalistą Marianem Ryszardem Świątkiem. Pan Marian opowiadał o lokalach gastronomicznych, które funkcjonowały w Żaganiu do roku 1945. Na ekranie mogliśmy zobaczyć zdjęcia budynków, przyległych ogródków i wystroju wnętrz. Dowiedzieliśmy się gdzie, bądź w których budynkach mieściły się, które budynki przetrwały do dziś i czemu dzisiaj służą, które z nich uległy zniszczeniu w trakcie działań wojennych, a które zostały wyburzone już po wojnie. 
     Opowiadając o tych lokalach Pan Marian pokazywał też zdjęcia lotnicze, zdjęcia z lat powojennych i mapy, na których pozaznaczał poszczególne budynki. Dla porównania pokazał też zdjęcia współczesne miejsc, ulic, placów i budynków, w których kiedyś mieściły się restauracje, gospody, kawiarnie, cukiernie. A było ich naprawdę dużo. 
      Gastronomiczna przedwojenna mapa Żagania ze współczesną właściwie nie pokrywa się. Tylko w przypadku restauracji  „Ressource” dzisiaj - „Piastowska”, „Apollo” dzisiaj „Zamkowa” oraz lokal przy dzisiejszym Placu Wolności, do niedawna restauracja „Światełka”, w którym do 1945 r. mieściła się restauracja „Pod Pocztą”.    

Zur Post

    Piękna lekcja historii miasta, bogato ilustrowana starymi zdjęciami, widokówkami i innymi dokumentami. Spotkanie trwało ponad dwie godziny i było naprawdę ciekawe. Wielkie dzięki Panie Marianie J


(Foto: Jan Mazur)

Lokale gastronomiczne w Żaganiu do roku 1945 

    Jedną z najstarszych oberży w Żaganiu była gospoda „Pod Złotą Koroną”. Budynek nie przetrwał do naszych czasów, ale oberża istniała już w wieku XV, później wzmiankowana była przez kronikarza w okresie wojny trzydziestoletniej. Według wykazu sporządzonego przez burmistrza miasta, Puscha, w roku 1783 w Żaganiu, poza dużą piwnicą ratuszową, funkcjonowało jeszcze 6 lokali oraz 3 usytuowane poza obrębem murów miejskich. Piwnica ratuszowa „Rastkeller” prawdopodobnie istniała już w XIV w., a w jej murach zbierali się mieszczanie i starszyzna książęcego Żagania. Przy obecnej ul. Szprotawskiej 17 mieściła się gospoda „Pod Złotą Gwiazdą”. W tym okresie, na otaczających miasto wzniesieniach, uprawiano winną latorośl i właściciele winnic mieli prawo do wyszynku wina. Jednym z nich był Neumann, który w roku 1785 założył winiarnię przy obecnej ulicy Nowogródzkiej 64.     
    Bardzo starym lokalem była restauracja „Zum Walfisch”¹  (Pod Wielorybem), która znajdowała się u zbiegu dzisiejszych ulic Dworcowej i Przyjaciół Żołnierza. W tym miejscu obecnie zbudowano sklep sieci Kauffland. Po dawnym lokalu zachowały się tylko fragmenty otaczającego go ogrodzenia. 

Zum Walfisch

     Inną starą oberżą był lokal „Markhalle” w rynku. Nocował w nim, podczas swojej podróży do Wrocławia, król Prus Fryderyk II Wielki.
     Niedaleko pałacu przy Placu Słowiańskim na przełomie XIX i XX w. zbudowany został teatr miejski „Apollo”, który później pełnił funkcję lokalu „etablissement”, czyli łączył gastronomię z funkcją rozrywkową. Restauracja zachowała nazwę, odbywały się w niej występy artystyczne i projekcje filmów. W okresie powojennym w budynku znajdowało się kino „Jedność”. Obecnie mieści się tam restauracja i pizzeria „Zamkowa”.

(Teatr Miejski)

    U podnóża dawnego wzgórza zamkowego, który w XIX wieku był książęcą winnicą, wzniesiono niewielki lokal w stylu szwajcarskim, który nosił nazwę „Belaria”. Lokal nie przetrwał do czasów współczesnych, ale kiedyś było to ulubione miejsce spacerów i wypoczynku mieszkańców Żagania.    

 Herzogl Belaria

      W roku 1820 liczba wszystkich lokali gastronomicznych w Żaganiu wynosiła 41. W latach 1819-1820 koncesji na wyszynk udzielał królewski urząd po zasięgnięciu opinii magistratu.
29.09.1827 r. przedstawiciel magistratu miasta doręczył restauratorom i szynkarzom rozporządzenie, na mocy którego zezwalano grać muzykę i przyjmować gości tylko do godziny 10.00 wieczorem. Wyłączone z tych ograniczeń były:
- publiczne obchody urodzin króla,
- okres trzech najważniejszych świąt,
- obchodzone corocznie cykliczne święta mieszkańców miasta,
- zamknięte, prywatne uroczystości.
      Wg źródeł, tuż przed drugą wojną światową, w Żaganiu funkcjonowało łącznie ponad 50 samych restauracji, hoteli, ponadto było 6 kawiarni, 3 cukiernie i 11 lokali sprzedających kawę oraz 1 schronisko.  

Towarzystwo i restauracja „Ressourse”


     W roku 1848 lub nieco wcześniej powstało w Żaganiu Towarzystwo Ressource, którego członkami byli dobrze sytuowani kupcy Żagania i okolic. Jednym z zadań Towarzystwa była pomoc finansowa dla potrzebujących członków. Towarzystwo prowadziło lokal gastronomiczny pod tą samą nazwą. Restauracja, nawet po zaprzestaniu działalności Towarzystwa w roku 1933, po tym jak władzę w Niemczech objęli naziści, zachowała nazwę i funkcjonowała do roku 1945. 
    
Restauracja Ressource

     W lutym 1848 r., z okazji imienin księżnej Doroty Talleyrand-Perigord, miasto zostało iluminowane, a księżna przyjęła zaproszenie Towarzystwa, prawdopodobnie  do lokalu, który istniał wówczas przy ul. Żarskiej (obecnie ul. II Armii Wojska Polskiego). W październiku 1856 r. uroczystym balem otwarto nowo wybudowany budynek kupieckiej restauracji Ressource przy ul. Szpitalnej 27 (obecnie ul. Keplera). W lokalu gromadzili się kupcy miejscowi, przejezdni mogli spotkać się z partnerami handlowymi, zjeść posiłek, a nawet przenocować. Było tam miejsce na postój wozów, na wyprzęganie koni i obrok dla nich. Restauracja posiadała duży ogród. W jego dolnej części, przy obecnej ul. Jana Pawła II i ul. Pomorskiej, w czasach przedwojennych, mieściła się kręgielnia. W tym też lokalu odbywały się oficjalne spotkania organizowane przez burmistrza i radę miasta. Lokal pełnił istotną rolę w życiu Żagania, o czym świadczą informacje w żagańskiej gazecie „Saganer Wochenblatt”. To w nim, we wrześniu 1859 r. wydano kolację z okazji otwarcia budynku liceum dla dziewcząt przy ul. Fryderyka Wilhelma (obecnie ul. Pomorska), a w listopadzie 1863 r., z okazji uruchomienia w mieście oświetlenia gazowego ulic, władze miasta wydały uroczyste przyjęcie dla zaproszonych gości. Restauracja też została oświetlona lampami gazowymi.   

    Po wojnie w tym samym budynku również uruchomiono restaurację, ale pod nazwą „Piastowska”, lecz widoczna na fasadzie, mimo zamalowania, stara nazwa sprawiła, że aż do lat 70. mieszkańcy nazywali go „Resursą”.

¹ Nazwa lokalu w języku niemieckim oznacza wieloryba, ale stanowi również nazwę dawnej miary ilości, a nie wagę sprzedawanego towaru. Dotyczyło to sprzedaży ryb i jajek. 1 Wal oznaczał 80 sztuk. Bardzo możliwe, że w miejscu tego lokalu we wcześniejszych czasach mieszkańcy wsi Rybaki sprzedawali łowione w Bobrze ryby, a nadana mu nazwa zapewne nawiązywała do dawnego handlu rybami.

Teksty o lokalach opracowano wg fragmentów źródeł w tłumaczeniu Mariana Ryszarda Świątka. Konsultacja i korekta: Marian Ryszard Świątek.


(Źródła: Mertsching Paul, Sagan von 1801 bis 1880, Sagan 1896/97 ; gazeta  „Saganer Wochenblatt” ; Stenzel Joseph, Die Wasser-Fluth im Monat Junius 1804, sagan 1805 ; artykuł o najstarszych lokalach gastronomicznych w Żaganiu, K. Handke w: „Saganer-Sprottauer Heimatbriefe” 1963 nr 11 ; Jander A., Stadt, Schloss und Park Sagan, Liegnitz 1886 ; Lauschke Paul, Führer durch sagan und Umgegend, Sagan 1910 ; Adressbuch für die Stadt Sagan 1924, Sagan 1924 ; Adressbuch 1929, Stadt und Kreis Sagan, Sagan 1929 ; Adressbuch 1937, Sagan und Umgebung, Sagan 1937)

środa, 1 lutego 2017

Książka Marii Nurowskiej Bohaterowie są zmęczeni w DKK dla dorosłych


    Pierwsze spotkanie w tym roku Dyskusyjnego Klubu Książki odbyło się 26 stycznia, a tematem dyskusji była najnowsza książka Marii Nurowskiej Bohaterowie są zmęczeni.
   Autorka przedstawia relacje dwóch braci  Niemczyków. Leona, znanego aktora polskiego kina, oraz Ludwika, legendarnego kuriera podziemia Armii Krajowej walczącego z narażeniem życia o wolną Polskę. Każdy z nich przedstawił swoją wersję wydarzeń od wczesnej młodości  do  schyłku ich życia.
  Bohaterowie książki prezentują osobowości o diametralnie różnych charakterach i poglądach. Poznając ich historię dowiadujemy się, o burzliwych losach dwóch braci najpierw w trudnym okresie dorastania, potem w latach walki z okupantem i w okresie powojennym. Po zakończeniu działań wojennych żaden z nich nie wiązał swojej egzystencji w komunistycznej Polsce, więc obaj postanowili przedostać się za granicę. Ludwik już wcześniej zajmował się przerzutem pojedynczych osób do innych państw, w ten sposób udało mu się połączyć wiele rozbitych rodzin znajdujących się po obu stronach granicy. I tutaj właściwie rozpoczyna się prawdziwy dramat rodzinny, bo w jednej z grup uciekających znajduje się brat Ludwika, Leon. Ucieczka się nie powiodła, obaj zostali aresztowani przez agentów Urzędu Bezpieczeństwa. Leon został przesłuchany i szybko wypuszczony, a Ludwik spędził w więzieniu sześć lat bity, poniżany i torturowany. Kto zdradził?. Obaj podejrzewają się nawzajem nie wiedząc, że zdrajcą był bliski przyjaciel Ludwika, znajdujący się  w tej samej grupie opuszczającej granice Polski – Skuza Marek.  Jednak  te informacje ujrzały światło dzienne dopiero po latach, kiedy autorka przegląda archiwa IPN-u i trafia na notatki i protokoły przesłuchań z tamtego okresu. Bracia jednak już nigdy się nie spotkali, nie nawiązali ze sobą kontaktu, nie zrobili nic, aby dociec prawdy.
   Historia rodziny Niemczyków jest niesamowicie smutna, a jednocześnie życiowa i stąd bardzo ciekawa. Czyta się ją z zapartym tchem, trudno się od niej oderwać. 
   Być może fenomen tkwi w tym, że książka oparta jest na faktach autentycznych i przedstawiająca  zagmatwane i dramatyczne ludzkie losy. To także prawdziwa lekcja historii ukazująca prawdę o walce młodych ludzi w podziemiu. Opowieść Marii Nurowskiej skłania czytelników do refleksji nad samym sobą, a także nad zachowaniem człowieka w tak trudnej sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie. Trudno jest odpowiedzieć jednomyślnie, jak na ich miejscu, w godzinie próby sami byśmy się zachowali? Z jednym faktem trudno się pogodzić, a mianowicie z tym, że można przez całe życie się nie spotkać, czy nie nawiązać relacji rodzinnych i nie wytłumaczyć zaistniałej w przeszłości sytuacji. Zastanawiające jest również to, jak bolesne musiały być rany, żale i urazy z przeszłości, że ludzie już do samej śmierci nigdy nie nawiązali pozytywnych relacji z bliskimi.
   Wszystkim, zarówno sympatykom twórczości Marii Nurowskiej, jak i tym, którzy jeszcze nie zetknęli się z jej twórczością, gorąco polecamy historię braci. Przyjemność czytania gwarantowana!
   Elżbieta Buganik





   

czwartek, 26 stycznia 2017

Imieniny Doroty

     Zapraszamy na Imieniny Doroty, dokładnie księżnej Doroty Talleyrand-Perigord. Impreza zorganizowana wspólnymi siłami kilku instytucji. Wkład Biblioteki to prezentacja multimedialna o księżnej żagańskiej i wystawa książek o Dorocie i jej rodzinie znajdujących się w zbiorach Biblioteki i udostępnianych na miejscu, w Czytelni Ogólnej - to ważne ;-) 

    Imieniny Doroty odbędą się w pięknej Sali Kryształowej Pałacu Książęcego. Muzyka, taniec, śpiew i stroje z epoki. Do tego anegdoty z życia Doroty... Będzie baaardzo nastrojowo.
Zapraszamy żagańskie Doroty i Dorotki 
na imieniny księżnej żagańskiej Doroty :-)



poniedziałek, 23 stycznia 2017

Andrzej Buchaniec. Ekslibris i PF - wystawa

    Do końca lutego w Galerii Ekslibrisu w holu Pałacu Książęcego przed wejściem do Oddziału dla Dorosłych można oglądać wystawę ekslibrisów i grafik zwanych Pour Feliciter (fr. " na szczęście"), autorstwa jednego z najbardziej znanych twórców znaków książkowych i pokrewnych im małych grafik, dra Andrzeja Buchańca z Krakowa. Prezentowane grafiki pochodzą ze zbiorów kolekcjonerskich Gustawa Lisa, żagańskiego plastyka, który gorąco promuje ten rodzaj twórczości artystycznej organizując wystawy ekslibrisów w regionie.
      
      Dr Andrzej Jacek Buchaniec, urodzony w roku 1944 we Lwowie, absolwent polonistyki i historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Doktoryzował się na Politechnice Krakowskiej z konserwacji zabytków architektury. Był konserwatorem pozłotnikiem w Krakowie, na Zamku Królewskim w Warszawie i w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i w służbach konserwatorskich Urzędu Miasta Krakowa. W działalności zawodowej otrzymał w roku 1979 „Złotą Odznakę za Opiekę nad Zabytkami”, w roku 1984 medal „Zasłużonemu w Odbudowie zamku Królewskiego w Warszawie”. Od ponad 30 lat mieszka na krakowskim Kurdwanowie.
    
     Andrzej Buchaniec wykonał ponad 500 ekslibrisów i innych małych grafik i form bibliofilskich, m.in. Pour Feliciter. W tej dziedzinie jest samoukiem. Nie studiował ani malarstwa, ani też rzeźby czy grafiki, ale uzyskał wszelkie uprawnienia od Ministra Kultury i Sztuki. Polubił tą formę artystyczną i pierwsze ekslibrisy zaczął wykonywać jeszcze na studiach polonistycznych w roku 1966 i tak mu zostało do dziś. Najczęściej tworzy linoryty, rzadziej drzeworyty. Jego prace znajdują się w zbiorach prywatnych i publicznych polskich i zagranicznych takich jak Biblioteka Narodowa, Biblioteka Jagiellońska, Ossolineum,  Biblioteka Raczyńskich, Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych, Muzeum Gutenberga w Moguncji. Były eksponowane na wystawach indywidualnych i zbiorowych w wielu miastach polskich, ale też w Chinach, Tajwanie, w Niemczech, Kanadzie, na Węgrzech. Dzięki tej działalności poznał ludzi różnych profesji i zyskał wielu przyjaciół w kraju i za granicą.

      Uczestniczył w ruchu ekslibrisowym Krakowa, Tarnowa, Wrocławia, a od lat 90. Działa w Galerii Ekslibrisu Domu Kultury Kraków Podgórze. Wraz z żoną Małgorzatą uczestniczył w założeniu Koła Miłośników Ekslibrisu we Wrocławiu. W roku 2010, za twórczość ekslibrisowo-bibliofilską oraz za działalność propagująca ekslibris i bibliofilstwo otrzymał medal Honoris Gratia Prezydenta Miasta Krakowa.

PF, 2014


PF, 1979


op. 49, 1971


op. 295, 1994


op. 250, 1989


PF, 2010


Ciekawe teksty o ekslibrisach można przeczytać TUTAJ  i  TUTAJ  i  TUTAJ  i  TUTAJ


piątek, 20 stycznia 2017

Carte blanche Jacka Lusińskiego w DKK dla dorosłych


   Ostatnie spotkanie DKK w 2016 roku odbyło się 29 grudnia. Omawiana była książka Jacka Lusińskiego Carte blanche. W powieści poruszony został problem pogodzenia się lub odrzucenia tego, co niesie nam los. Problem niepełnosprawności. To prawdziwa, poruszająca historia nauczyciela z liceum, Kacpra, który ukrywa przed światem fakt, że stopniowo traci wzrok i nic nie może z tym zrobić. Dla zachowania ukochanej pracy i przygotowania uczniów do matury z determinacją podejmuje walkę z przeciwnościami losu.
   Nie tylko o dramacie utraty wzroku i niemożliwości dalszego wykonywania pracy w zawodzie nauczyciela rozmawiałyśmy. Poruszyłyśmy też występujący w książce problem miłości i uczciwości wobec ukochanej osoby, uzależniających relacji między mieszkającymi razem matką i dorosłym synem.

   Zdania, jak zawsze, były podzielone, ale ogólnie książka bardzo się podobała i panie chętnie zobaczą jej ekranizację, jeśli tylko będą miały taką okazję.