piątek, 21 kwietnia 2017

Wystawa rysunków Gabrieli Łastowskiej

    Wczoraj w Czytelni Ogólnej otworzyliśmy wystawę rysunków. Tym razem prezentujemy twórczość „sąsiadów zza miedzy” czyli z Żar.   Autorką rysunków jest pani Gabriela Łastowska.
 Gabriela Łastowska, urodziła się w Poznaniu, obecnie mieszkanka Żar. Rysowaniu, malowaniu i układaniu wierszyków z przyjemnością oddawała się już w wieku szkolnym.  Pracowała jako ceramik, ale swojej pasji oddawać zaczęła się w roku 2008, po przejściu na emeryturę.
    Gabriela Łastowska malowaniu i rysowaniu poświęca każdą wolną chwilę. Używa głównie farb akrylowych, ale ostatnio na pierwszy plan wysunął się rysunek. Lubi też fotografować oraz wykonywać kolaże i grafiki. Jest wielbicielką obrazów Van Gogha i Salvadora Dali. Sztuka absorbuje ją tak bardzo, że nadaje sensu jej życiu. Tworząc czuje się wolna.       
  Tworzenie do szuflady trwało bardzo krótko. Odwiedzając wystawy i podziwiając twórczość innych przyznała się kiedyś, że też oddaje się malarstwu i polecono jej zajęcia w Żarskim Domu Kultury, gdzie początkowo trafiła pod opiekę instruktorów: najpierw Magdaleny Łazar-Massier, a następnie Beaty Chudy. Obecnie uczy się sztuki wykonywania grafik pod okiem Jerzego Litewki. Uczestniczyła również w warsztatach poetyckich prowadzonych przez Janinę Wilga-Lorenc w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Żarach. Swoje prace zaczęła  prezentować na wystawach i bardzo szybko, bo już w roku 2009 zaistniała na konkursach otrzymując wyróżnienia i nagrody.

Perłodrzew, 2015, wyróżnienie w konkursie Salon Jesienny Żary 2015

    Rysunek kojarzy nam się zwykle z obrazem figuratywnym czyli takim, który w prosty sposób odnosi nas do tego, co przedstawia i jest czytelny dla odbiorcy. Rysunki pani Gabrieli są nieco inne. Są abstrakcyjne. Pozornie nie przedstawiają realnych obiektów, ale pozwalają na ich swobodny odbiór i interpretację, mimo, że autorka nadała większości z nich tytuły. Wystawa trwa już od początku kwietnia i niektórzy już zwrócili na nie uwagę. W związku z tym, że interpretacja obrazów sięgała nawet po erotykę, wszystkie zostały omówione, a Pani Łastowska opowiedziała jak, dlaczego i pod wpływem jakich emocji niektóre z nich powstały. Przyznała, że daje odbiorcom szerokie pole do ich czytania, interpretowania, uruchomiania wyobraźni.

   
                                                 Grota snu 1, 2010,                                             Grota snu 2, 2010
Oba rysunki otrzymały wyróżnienie w konkursie Salon Jesienny Żary 2020

   Technicznie niektóre z nich są narysowane tak, że dla przeciętnego odbiorcy granica między rysunkiem a malarstwem staje się nieuchwytna. Rysunek bowiem kojarzy się głównie z ołówkiem, węglem, kredką, kredą czy nawet patykiem. Tymczasem rysować można też pędzlem i tuszem. Rysunki pani Gabrieli wydają się wykonane z zastosowaniem różnych technik. Autorka wyjaśniła nam, że wiele zależy nawet od grubości czy twardości użytych narzędzi i przyznała, że rzeczywiście czasem delikatnie łączy techniki. A daje to ciekawy i przyjemny dla oka efekt. Wcześniej, pewna młoda osoba oglądając rysunki stwierdziła żartobliwie: „Nie wiem, co ta pani bierze, ale mogłaby dać trochę. Ładnie to widzi”. Pani Gabriela na przytoczenie tego stwierdzenia przyznała ze śmiechem, że "bierze" tylko rumianek. 
     Ciekawa osobowość, poczucie humoru, wrażliwość, talent i dużo dystansu. Czegóż jeszcze potrzeba, by twórczość artysty przyciągała uwagę, kazała zatrzymać się przy tym co widzi i zmuszała do analizy i interpretacji, do refleksji? 

Zmaganie, 2014, I nagroda Lubsko 2014

Świętość, 2016, wyróżnienie w konkursie Salon Jesienny Żary 2016

   Pani Gabriela cieszy się, że jej prace podobają się ludziom, ale też dba o to, by nie przedstawiały niczego, co mogłoby gorszyć, straszyć, wywoływać przygnębienie czy jakiekolwiek złe emocje, bo zła i nieszczęść jest wokół dosyć. Absorbuje ją Wszechświat i zagadnienie przenikania czasoprzestrzeni.

Polana, 2013, I nagroda Lubsko 2014

      Na koniec pani Gabriela przeczytała jeszcze parę swoich wierszy i myśli. W ten sposób od plastyki i poezji „zza miedzy” przeszliśmy do poezji śpiewanej, ale naszej rodzimej, żagańskiej. To tak, żeby nie było, że „Cudze chwalicie, swego nie znacie…”¹ ;-)  
Dla pani Gabrieli Łastowskiej, gości z Żar i wszystkich uczestników spotkania zaśpiewał żagański zespół artystyczny z ponad dwudziestoletnim stażem, działający obecnie w strukturach Centrum Kultury, zespół Pod Różą. Wykonał dwa powszechnie znane utwory i trzy zupełnie nowe piosenki do których słowa napisała żagańska poetka, autorka dwóch śpiewników, przewodnicząca UTW i kierowniczka zespołu, Stanisława Szczepanik. Muzykę skomponował Pan Włodzimierz Czernisz ze Szprotawy, z powodzeniem i sukcesami współpracujący z kilkoma zespołami.


     Przez chwilę, tuż przed rozpoczęciem spotkania, mieliśmy zaszczyt gościć Panią Burmistrz Miasta Żary Danutę Madej, która na zaproszenie Gabrieli Łastowskiej, przyjechała z kwiatami i gratulacjami.
     Imprezę zakończyliśmy wpisami do Kroniki i poczęstunkiem, a niezastąpiony pan Jan Mazur uwiecznił wszystko na fotografii.

Foto: Jan Mazur

Foto: Jan Mazur

Foto: Jan Mazur


Wystawę można odwiedzać do końca maja 2017 r. w godzinach pracy Biblioteki. Zapraszamy J


-----------
¹Stanisław Jachowicz, źródło: https://pl.wikiquote.org/wiki/


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Zakładki do książek - wystawa

     Dla czytających książki bardzo ważne jest, by zaznaczyć miejsce, w którym przerwali czytanie. Bez paskudnego zaginania kartki oczywiście. Niektórzy w tym celu używają różnych przedmiotów: paragon, zdjęcie, widokówka, zużyta karta bankomatowa, kawałek papieru, długopis, grzebyk... Pomysłów mają naprawdę wiele. Dla innych jednak nie jest bez znaczenia czym zaznaczają chwilową przerwę w lekturze. Stosują specjalnie przeznaczone do tego celu zakładki i nawet przywiązują się do nich. Te najczęściej wykonane są z papieru i szybko się niszczą. Są jednak zakładki, których projektanci niemalże prześcigają się w pomysłach. Stosowane wzornictwo jest naprawdę bogate. Można kupić zakładki do książek jako produkty przemysłowe, pamiątkarskie, wyprodukowane jako gadżety, lub artystyczne. Są zakładki plastikowe, metalowe różnego kształtu i designu, drewniane, dziergane, szyte i haftowane, składane z papieru, laminowane. Inne znów wykonane są jak elegancka biżuteria dla książki. Pomysłów na ten drobny, niewielkich rozmiarów, ale istotnego dla czytelników znaczenia przedmiot, jest wiele, często niestandardowych, jak np. zakładka, która jednocześnie może służyć jako dyskretna lampka oświetlająca tylko czytany tekst. Na innych jeszcze można wykonać okolicznościowy grawer. Wiele z nich łączy funkcjonalność, estetykę i artystyczną kreatywność.
     Zakładki do książek są też przez miłośników książek kolekcjonowane.  Dla jednych kolekcjonerów ważny jest design, wzornictwo, materiał, z którego została wykonana, dla innych – przedstawiane na nich motywy, lub miejsce, z którego pochodzą np. jako pamiątka z odbytej podróży. Inni zbierają je jako atrybut bibliofila. Ale czy kolekcjonerzy zakładek wszystkich ich używają? Chyba tylko niektórych, takich, których jest bardzo dużo, te wyjątkowe raczej stanowią bogactwo zbiorów i nie są na co dzień używane. Choć pewnie są i tacy, którzy podczas oddawania się przyjemności czytania, chcą też być bliżej miłych im osób lub miejsc i stosują zakładki, które im w tym pomagają, np. podarowane przez kogoś bliskiego, albo przypominające jakieś ważne dla nich miejsce.
    Zbiory mogą być różne: bardzo małe albo naprawdę wielkie. Największą kolekcję zakładek do książek zgromadził Frank Divendal z Holandii. Kolekcja powstaje od 1982 roku. Obecnie obejmuje ponad 120 tysięcy różnych zakładek z całego świata i  wpisana została na listę rekordów Guinnessa.¹
    Odbywając podróże, zwiedzając muzea i inne obiekty, wstępując do sklepów z pamiątkami warto zapytać o zakładkę do książek. Można spotkać się z niezwykłą ich oryginalnością i indywidualnością wykonania, które zaspokoi nawet najbardziej wymagających amatorów gadżetów czytelniczych. Taka mała rzecz może stanowić miłą pamiątkę, prezent lub drobny dodatek do niego i sprawić dużo przyjemności lub przywołać wspomnienia. Przyjemnością jest też zaskoczenie, że to właśnie jest zakładka, wiele z nich stanowi bowiem niepowtarzalne dzieła.
     W Oddziale dla Dorosłych do końca kwietnia trwa wystawa zakładek do książek. Są zakładki promujące instytucje i wydarzenia, zakładki wykonane na szydełku przez panie z Grupy Szydełkowej i zakładki, wykonane z różnych materiałów, różnej formy o kształtu.
Zapraszamy do oglądania :-)



czwartek, 16 marca 2017

Varia - wystawa plastyczna Grupy Artystycznej UTW

      Każdy artysta, czy to profesjonalista czy też amator, tworzy z potrzeby serca. W przypadku twórczości amatorskiej bardzo często najpierw występuje zjawisko tworzenia dla siebie, czyli wszystko trafia do szuflady. Z czasem jednak każdy czuje potrzebę ujawnienia tej twórczości, pokazuje rodzinie, znajomym, potem już prezentuje się przed szerokim kręgiem odbiorców. I chyba w tym momencie zaczyna się dialog twórcy z odbiorcą. Artysta ma coś do powiedzenia, do przekazania światu. Tworzonym przez siebie dziełem wysyła komunikat o swoim sposobie widzenia świata, o tym jak odbiera otaczającą go szeroko pojętą rzeczywistość. A możliwości ma wiele. Sztuki plastyczne, podobnie jak i muzyka, nie muszą być dokładnym odzwierciedleniem tego, na co twórca patrzy ani tego, co czuje. Wyrażać może się na wiele sposobów, w plastyce, w malarstwie i nawet w fotografii dopuszcza się wykorzystanie różnych, czasem wydawałoby się dziwnych narzędzi i materiałów. 

       
                                         Anna Wasyliszyn                                     Elida Saul                                  

      Wczoraj odbył się wernisaż wystawy z cyklu Artystyczny Pejzaż Żagania, w ramach którego promujemy lokalną twórczość artystyczną.  Wystawa w pierwszej chwili wydaje się prezentować malarstwo abstrakcyjne, ale tak nie jest. Nie ma żadnej abstrakcji. Wszystko jest czytelne, tylko przedstawione z wykorzystaniem wielu technik, łączeniem materiałów.

                   
                                   Elwira Pawłowicz                          Władysława Stasiewicz

     Wszystkie prace wykonane zostały przez członków Grupy Artystycznej Uniwersytetu Trzeciego Wieku, działającej przy Centrum Kultury. Jest to twórczość amatorska, ale powstaje pod kierunkiem żagańskiej artystki Grażyny Kulej-Zwiernik, która uczy technik, pokazuje możliwości w zakresie zastosowania, użycia wszystkiego, czego plastyk potrzebuje. Robi to profesjonalnie więc i wymaga. A, że na naukę nigdy ponoć nie jest za późno, więc wyrastają nam w Żaganiu artyści jak grzyby po deszczu. Tworzą ku zadowoleniu własnemu, dumie najbliższych i  uznaniu otoczenia. Wernisaż odbył się w holu Pałacu Książęcego, czyli w miejscu, gdzie prezentowane prace można oglądać do końca kwietnia. 

              
                                  Janina Lewicka                                        Stanisława Szczepanik


     Powitała wszystkich obecnych Dyrektor Biblioteki Pani Magdalena Śliwak, następnie oddała głos Pani Grażynie Kulej-Zwiernik, która wprowadziła nas nieco w arkana powstawania poszczególnych obrazów, wykorzystanych technik. Opowiedziała o grafice i jakie czynności musieli kolejno wykonać autorzy prac. Inne obrazy wykonane były metodą stemplowania. Dowiedzieliśmy się na czym to polega i jakich narzędzi i materiałów można do tego celu użyć. Efekty zaskakiwały nawet samych tworzących. Jeszcze inne prace powstały jako połączenie starej czarno-białej fotografii z kolorem. Zadaniem autorów było wyodrębnienie postaci ze zdjęcia i odrzucenie tła, a następnie przeniesienie ich do barwnych czasów współczesnych.            

     
                                            Jerzy Kościelski                              Maryla Kula

     Autorom gratulujemy twórczości i tego, że już na emeryturze potrafili znaleźć sposób na życie, na siebie oraz życzymy dalszego rozwoju i sukcesów, Gościom natomiast dziękujemy za poświęcony czas na poznanie efektów ich twórczych wysiłków. Seniorom proponujemy skorzystanie z oferty jaką daje Uniwersytet Trzeciego Wieku. Prezesowi Spółki Pałac Książęcy Panu Pawłowi Lóssie dziękujemy za zapewnienie nagłośnienia, a zespołowi Żagańska Lutnia za  wspaniały, żywiołowy, podnoszący na duchu i dodający energii koncert. Dali czadu, oj dali 😊. Zespół działa pod kierownictwem artystycznym Józefa Nizio odnosząc sukcesy na przeglądach i konkursach. Panu Jankowi Mazurowi i mediom lokalnym za utrwalenie na fotografii i promocję. 



wtorek, 28 lutego 2017

Książka Jojo Moyes Razem będzie lepiej w DKK dla dorosłych



   23 lutego 2017 r. odbyło się drugie w tym roku spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym, z okazji tłustego czwartku, nie zabrakło na stole pączków i faworków. Omawiałyśmy książkę Jojo Moyes Razem będzie lepiej. Angielska pisarka wydała kilka powieści, które chwytają za serce i pokazują prawdziwe życie.
   Razem będzie lepiej to książka nie tylko dla matek samotnie wychowujących dzieci, ale także dla tych, które nie wierzą w siebie i nie potrafią poradzić sobie z problemami codziennego życia. Jess, główna bohaterka, jest matką i przyjaciółką dla swoich dzieci, wybitnie uzdolnionej matematycznie Tanzie i dla nastoletniego pasierba z problemami, fryzurą Emo i brakiem pewności siebie. Żeby zapewnić wszystko co potrzebne do życia, pracuje na dwa etaty, ponieważ ich ojciec nie płaci alimentów, a życie kosztuje. Pewnego dnia córka dostaje propozycję pójścia do prestiżowej szkoły dla wybitnie uzdolnionych dzieci, jest jednak jeden problem. Jess nie ma pieniędzy na czesne. I tutaj zaczyna się cała przygoda, przypadkowo napotkany Ed postanawia zawieźć całą rodzinę setki kilometrów na Olimpiadę Matematyczną.
    Nasze czytelniczki zakochały się w książce, dodatkowo po spotkaniu, inne powieści Jojo Moyes, błyskawicznie zniknęły z półek bibliotecznych. Autorka zaczarowała nas niesamowicie przedstawionymi realiami, współczesnego świata. Zgodnie przyznałyśmy, że zakręty życiowe mogą spotkać każdą z nas, ale rzadko kiedy udaje nam się podejść do tego z takim optymizmem, jak nasza główna bohaterka. Książka pokazała nam jak można radzić sobie z przeciwnościami losu z uśmiechem na ustach i wiarą w siebie, swoja rodzinę i marzenia, które się spełniają, tylko wtedy, jeśli się w nie wierzy.

                                                                                                               Karolina Skowrońska





        

piątek, 24 lutego 2017

Lokale gastronomiczne w Żaganiu do roku 1945

    W przeddzień 72. rocznicy zdobycia miasta w lutym 1945 r., w Czytelni Ogólnej, odbyło się spotkanie z żagańskim regionalistą Marianem Ryszardem Świątkiem. Pan Marian opowiadał o lokalach gastronomicznych, które funkcjonowały w Żaganiu do roku 1945. Na ekranie mogliśmy zobaczyć zdjęcia budynków, przyległych ogródków i wystroju wnętrz. Dowiedzieliśmy się gdzie, bądź w których budynkach mieściły się, które budynki przetrwały do dziś i czemu dzisiaj służą, które z nich uległy zniszczeniu w trakcie działań wojennych, a które zostały wyburzone już po wojnie. 
     Opowiadając o tych lokalach Pan Marian pokazywał też zdjęcia lotnicze, zdjęcia z lat powojennych i mapy, na których pozaznaczał poszczególne budynki. Dla porównania pokazał też zdjęcia współczesne miejsc, ulic, placów i budynków, w których kiedyś mieściły się restauracje, gospody, kawiarnie, cukiernie. A było ich naprawdę dużo. 
      Gastronomiczna przedwojenna mapa Żagania ze współczesną właściwie nie pokrywa się. Tylko w przypadku restauracji  „Ressource” dzisiaj - „Piastowska”, „Apollo” dzisiaj „Zamkowa” oraz lokal przy dzisiejszym Placu Wolności, do niedawna restauracja „Światełka”, w którym do 1945 r. mieściła się restauracja „Pod Pocztą”.    

Zur Post

    Piękna lekcja historii miasta, bogato ilustrowana starymi zdjęciami, widokówkami i innymi dokumentami. Spotkanie trwało ponad dwie godziny i było naprawdę ciekawe. Wielkie dzięki Panie Marianie J


(Foto: Jan Mazur)

Lokale gastronomiczne w Żaganiu do roku 1945 

    Jedną z najstarszych oberży w Żaganiu była gospoda „Pod Złotą Koroną”. Budynek nie przetrwał do naszych czasów, ale oberża istniała już w wieku XV, później wzmiankowana była przez kronikarza w okresie wojny trzydziestoletniej. Według wykazu sporządzonego przez burmistrza miasta, Puscha, w roku 1783 w Żaganiu, poza dużą piwnicą ratuszową, funkcjonowało jeszcze 6 lokali oraz 3 usytuowane poza obrębem murów miejskich. Piwnica ratuszowa „Rastkeller” prawdopodobnie istniała już w XIV w., a w jej murach zbierali się mieszczanie i starszyzna książęcego Żagania. Przy obecnej ul. Szprotawskiej 17 mieściła się gospoda „Pod Złotą Gwiazdą”. W tym okresie, na otaczających miasto wzniesieniach, uprawiano winną latorośl i właściciele winnic mieli prawo do wyszynku wina. Jednym z nich był Neumann, który w roku 1785 założył winiarnię przy obecnej ulicy Nowogródzkiej 64.     
    Bardzo starym lokalem była restauracja „Zum Walfisch”¹  (Pod Wielorybem), która znajdowała się u zbiegu dzisiejszych ulic Dworcowej i Przyjaciół Żołnierza. W tym miejscu obecnie zbudowano sklep sieci Kauffland. Po dawnym lokalu zachowały się tylko fragmenty otaczającego go ogrodzenia. 

Zum Walfisch

     Inną starą oberżą był lokal „Markhalle” w rynku. Nocował w nim, podczas swojej podróży do Wrocławia, król Prus Fryderyk II Wielki.
     Niedaleko pałacu przy Placu Słowiańskim na przełomie XIX i XX w. zbudowany został teatr miejski „Apollo”, który później pełnił funkcję lokalu „etablissement”, czyli łączył gastronomię z funkcją rozrywkową. Restauracja zachowała nazwę, odbywały się w niej występy artystyczne i projekcje filmów. W okresie powojennym w budynku znajdowało się kino „Jedność”. Obecnie mieści się tam restauracja i pizzeria „Zamkowa”.

(Teatr Miejski)

    U podnóża dawnego wzgórza zamkowego, który w XIX wieku był książęcą winnicą, wzniesiono niewielki lokal w stylu szwajcarskim, który nosił nazwę „Belaria”. Lokal nie przetrwał do czasów współczesnych, ale kiedyś było to ulubione miejsce spacerów i wypoczynku mieszkańców Żagania.    

 Herzogl Belaria

      W roku 1820 liczba wszystkich lokali gastronomicznych w Żaganiu wynosiła 41. W latach 1819-1820 koncesji na wyszynk udzielał królewski urząd po zasięgnięciu opinii magistratu.
29.09.1827 r. przedstawiciel magistratu miasta doręczył restauratorom i szynkarzom rozporządzenie, na mocy którego zezwalano grać muzykę i przyjmować gości tylko do godziny 10.00 wieczorem. Wyłączone z tych ograniczeń były:
- publiczne obchody urodzin króla,
- okres trzech najważniejszych świąt,
- obchodzone corocznie cykliczne święta mieszkańców miasta,
- zamknięte, prywatne uroczystości.
      Wg źródeł, tuż przed drugą wojną światową, w Żaganiu funkcjonowało łącznie ponad 50 samych restauracji, hoteli, ponadto było 6 kawiarni, 3 cukiernie i 11 lokali sprzedających kawę oraz 1 schronisko.  

Towarzystwo i restauracja „Ressourse”


     W roku 1848 lub nieco wcześniej powstało w Żaganiu Towarzystwo Ressource, którego członkami byli dobrze sytuowani kupcy Żagania i okolic. Jednym z zadań Towarzystwa była pomoc finansowa dla potrzebujących członków. Towarzystwo prowadziło lokal gastronomiczny pod tą samą nazwą. Restauracja, nawet po zaprzestaniu działalności Towarzystwa w roku 1933, po tym jak władzę w Niemczech objęli naziści, zachowała nazwę i funkcjonowała do roku 1945. 
    
Restauracja Ressource

     W lutym 1848 r., z okazji imienin księżnej Doroty Talleyrand-Perigord, miasto zostało iluminowane, a księżna przyjęła zaproszenie Towarzystwa, prawdopodobnie  do lokalu, który istniał wówczas przy ul. Żarskiej (obecnie ul. II Armii Wojska Polskiego). W październiku 1856 r. uroczystym balem otwarto nowo wybudowany budynek kupieckiej restauracji Ressource przy ul. Szpitalnej 27 (obecnie ul. Keplera). W lokalu gromadzili się kupcy miejscowi, przejezdni mogli spotkać się z partnerami handlowymi, zjeść posiłek, a nawet przenocować. Było tam miejsce na postój wozów, na wyprzęganie koni i obrok dla nich. Restauracja posiadała duży ogród. W jego dolnej części, przy obecnej ul. Jana Pawła II i ul. Pomorskiej, w czasach przedwojennych, mieściła się kręgielnia. W tym też lokalu odbywały się oficjalne spotkania organizowane przez burmistrza i radę miasta. Lokal pełnił istotną rolę w życiu Żagania, o czym świadczą informacje w żagańskiej gazecie „Saganer Wochenblatt”. To w nim, we wrześniu 1859 r. wydano kolację z okazji otwarcia budynku liceum dla dziewcząt przy ul. Fryderyka Wilhelma (obecnie ul. Pomorska), a w listopadzie 1863 r., z okazji uruchomienia w mieście oświetlenia gazowego ulic, władze miasta wydały uroczyste przyjęcie dla zaproszonych gości. Restauracja też została oświetlona lampami gazowymi.   

    Po wojnie w tym samym budynku również uruchomiono restaurację, ale pod nazwą „Piastowska”, lecz widoczna na fasadzie, mimo zamalowania, stara nazwa sprawiła, że aż do lat 70. mieszkańcy nazywali go „Resursą”.

¹ Nazwa lokalu w języku niemieckim oznacza wieloryba, ale stanowi również nazwę dawnej miary ilości, a nie wagę sprzedawanego towaru. Dotyczyło to sprzedaży ryb i jajek. 1 Wal oznaczał 80 sztuk. Bardzo możliwe, że w miejscu tego lokalu we wcześniejszych czasach mieszkańcy wsi Rybaki sprzedawali łowione w Bobrze ryby, a nadana mu nazwa zapewne nawiązywała do dawnego handlu rybami.

Teksty o lokalach opracowano wg fragmentów źródeł w tłumaczeniu Mariana Ryszarda Świątka. Konsultacja i korekta: Marian Ryszard Świątek.


(Źródła: Mertsching Paul, Sagan von 1801 bis 1880, Sagan 1896/97 ; gazeta  „Saganer Wochenblatt” ; Stenzel Joseph, Die Wasser-Fluth im Monat Junius 1804, sagan 1805 ; artykuł o najstarszych lokalach gastronomicznych w Żaganiu, K. Handke w: „Saganer-Sprottauer Heimatbriefe” 1963 nr 11 ; Jander A., Stadt, Schloss und Park Sagan, Liegnitz 1886 ; Lauschke Paul, Führer durch sagan und Umgegend, Sagan 1910 ; Adressbuch für die Stadt Sagan 1924, Sagan 1924 ; Adressbuch 1929, Stadt und Kreis Sagan, Sagan 1929 ; Adressbuch 1937, Sagan und Umgebung, Sagan 1937)

środa, 1 lutego 2017

Książka Marii Nurowskiej Bohaterowie są zmęczeni w DKK dla dorosłych


    Pierwsze spotkanie w tym roku Dyskusyjnego Klubu Książki odbyło się 26 stycznia, a tematem dyskusji była najnowsza książka Marii Nurowskiej Bohaterowie są zmęczeni.
   Autorka przedstawia relacje dwóch braci  Niemczyków. Leona, znanego aktora polskiego kina, oraz Ludwika, legendarnego kuriera podziemia Armii Krajowej walczącego z narażeniem życia o wolną Polskę. Każdy z nich przedstawił swoją wersję wydarzeń od wczesnej młodości  do  schyłku ich życia.
  Bohaterowie książki prezentują osobowości o diametralnie różnych charakterach i poglądach. Poznając ich historię dowiadujemy się, o burzliwych losach dwóch braci najpierw w trudnym okresie dorastania, potem w latach walki z okupantem i w okresie powojennym. Po zakończeniu działań wojennych żaden z nich nie wiązał swojej egzystencji w komunistycznej Polsce, więc obaj postanowili przedostać się za granicę. Ludwik już wcześniej zajmował się przerzutem pojedynczych osób do innych państw, w ten sposób udało mu się połączyć wiele rozbitych rodzin znajdujących się po obu stronach granicy. I tutaj właściwie rozpoczyna się prawdziwy dramat rodzinny, bo w jednej z grup uciekających znajduje się brat Ludwika, Leon. Ucieczka się nie powiodła, obaj zostali aresztowani przez agentów Urzędu Bezpieczeństwa. Leon został przesłuchany i szybko wypuszczony, a Ludwik spędził w więzieniu sześć lat bity, poniżany i torturowany. Kto zdradził?. Obaj podejrzewają się nawzajem nie wiedząc, że zdrajcą był bliski przyjaciel Ludwika, znajdujący się  w tej samej grupie opuszczającej granice Polski – Skuza Marek.  Jednak  te informacje ujrzały światło dzienne dopiero po latach, kiedy autorka przegląda archiwa IPN-u i trafia na notatki i protokoły przesłuchań z tamtego okresu. Bracia jednak już nigdy się nie spotkali, nie nawiązali ze sobą kontaktu, nie zrobili nic, aby dociec prawdy.
   Historia rodziny Niemczyków jest niesamowicie smutna, a jednocześnie życiowa i stąd bardzo ciekawa. Czyta się ją z zapartym tchem, trudno się od niej oderwać. 
   Być może fenomen tkwi w tym, że książka oparta jest na faktach autentycznych i przedstawiająca  zagmatwane i dramatyczne ludzkie losy. To także prawdziwa lekcja historii ukazująca prawdę o walce młodych ludzi w podziemiu. Opowieść Marii Nurowskiej skłania czytelników do refleksji nad samym sobą, a także nad zachowaniem człowieka w tak trudnej sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie. Trudno jest odpowiedzieć jednomyślnie, jak na ich miejscu, w godzinie próby sami byśmy się zachowali? Z jednym faktem trudno się pogodzić, a mianowicie z tym, że można przez całe życie się nie spotkać, czy nie nawiązać relacji rodzinnych i nie wytłumaczyć zaistniałej w przeszłości sytuacji. Zastanawiające jest również to, jak bolesne musiały być rany, żale i urazy z przeszłości, że ludzie już do samej śmierci nigdy nie nawiązali pozytywnych relacji z bliskimi.
   Wszystkim, zarówno sympatykom twórczości Marii Nurowskiej, jak i tym, którzy jeszcze nie zetknęli się z jej twórczością, gorąco polecamy historię braci. Przyjemność czytania gwarantowana!
   Elżbieta Buganik