wtorek, 11 kwietnia 2017
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Zakładki do książek - wystawa
Dla czytających książki bardzo ważne jest, by zaznaczyć miejsce, w którym przerwali
czytanie. Bez paskudnego zaginania kartki oczywiście. Niektórzy w tym celu używają różnych
przedmiotów: paragon, zdjęcie, widokówka, zużyta karta bankomatowa, kawałek
papieru, długopis, grzebyk... Pomysłów mają naprawdę wiele. Dla innych jednak nie
jest bez znaczenia czym zaznaczają chwilową przerwę w lekturze. Stosują
specjalnie przeznaczone do tego celu zakładki i nawet przywiązują się do nich.
Te najczęściej wykonane są z papieru i szybko się niszczą. Są jednak
zakładki, których projektanci niemalże prześcigają się w pomysłach. Stosowane
wzornictwo jest naprawdę bogate. Można kupić zakładki do książek jako produkty
przemysłowe, pamiątkarskie, wyprodukowane jako gadżety, lub artystyczne. Są
zakładki plastikowe, metalowe różnego kształtu i designu, drewniane, dziergane,
szyte i haftowane, składane z papieru, laminowane. Inne znów wykonane są jak elegancka
biżuteria dla książki. Pomysłów na ten drobny, niewielkich rozmiarów, ale
istotnego dla czytelników znaczenia przedmiot, jest wiele, często
niestandardowych, jak np. zakładka, która jednocześnie może służyć jako
dyskretna lampka oświetlająca tylko czytany tekst. Na innych jeszcze można
wykonać okolicznościowy grawer. Wiele z nich łączy funkcjonalność, estetykę i
artystyczną kreatywność.
Zakładki
do książek są też przez miłośników książek kolekcjonowane. Dla jednych kolekcjonerów ważny jest design,
wzornictwo, materiał, z którego została wykonana, dla innych – przedstawiane na
nich motywy, lub miejsce, z którego pochodzą np. jako pamiątka z odbytej
podróży. Inni zbierają je jako atrybut bibliofila. Ale czy kolekcjonerzy
zakładek wszystkich ich używają? Chyba tylko niektórych, takich, których jest
bardzo dużo, te wyjątkowe raczej stanowią bogactwo zbiorów i nie są na co dzień
używane. Choć pewnie są i tacy, którzy podczas oddawania się przyjemności
czytania, chcą też być bliżej miłych im osób lub miejsc i stosują zakładki,
które im w tym pomagają, np. podarowane przez kogoś bliskiego, albo przypominające
jakieś ważne dla nich miejsce.
Zbiory
mogą być różne: bardzo małe albo naprawdę wielkie. Największą kolekcję zakładek
do książek zgromadził Frank Divendal z Holandii. Kolekcja powstaje od 1982
roku. Obecnie obejmuje ponad 120 tysięcy różnych zakładek z całego świata i wpisana została na listę
rekordów Guinnessa.¹
Odbywając
podróże, zwiedzając muzea i inne obiekty, wstępując do sklepów z pamiątkami warto zapytać o zakładkę do książek. Można
spotkać się z niezwykłą ich oryginalnością i indywidualnością wykonania,
które zaspokoi nawet najbardziej wymagających amatorów gadżetów czytelniczych.
Taka mała rzecz może stanowić miłą pamiątkę, prezent lub drobny dodatek do
niego i sprawić dużo przyjemności lub przywołać wspomnienia. Przyjemnością jest
też zaskoczenie, że to właśnie jest zakładka, wiele z nich stanowi bowiem
niepowtarzalne dzieła.
W Oddziale dla Dorosłych do końca kwietnia trwa wystawa zakładek do książek. Są zakładki promujące instytucje i wydarzenia, zakładki wykonane na szydełku przez panie z Grupy Szydełkowej i zakładki, wykonane z różnych materiałów, różnej formy o kształtu.
Zapraszamy do oglądania :-)
piątek, 31 marca 2017
Książka Pauli McLain Okrążyć słońce w DKK dla dorosłych
Na spotkaniu DKK dla
dorosłych 28 marca 2017 r. omawiałyśmy książkę Pauli McLain Okrążyć słońce.
Książka Okrążyć słońce jest opartą na faktach
historią Beryl Markham, kobiety nietuzinkowej, która jakby wybiegając w przyszłość,
została pierwszą na świecie treserką koni i licencjonowaną pionierką
lotnictwa, pilotką, która w 1936 roku ustanowiła nowy rekord lotu przez
Atlantyk. Kobiety, która nie przywiązywała wagi do ogólnie przyjętych konwenansów.
Sama ustalała zasady, którymi się kierowała. W dorosłe życie weszła czysta,
nieskażona plotkami, intrygą i skandalami. Kierując się sercem szybko jednak
została uznana za skandalistkę. Jej romans z Denysem Finchem Hattonem został upamiętniony w
Pożegnaniu z Afryką.
W książce Paula McLain
pokazuje nam kolonię angielską w Afryce na początku XX w. Czasy, kiedy
utytułowani arystokraci i bogacze żądni przygód i polowań na dzikie zwierzęta
przyjeżdżali, wykupywali wielkie połacie Czarnego Lądu i układali sobie na nim
życie, zaczynając od początku. Nierzadko od zamieszkania w glinianych chatach,
ale z zastawą porcelanowych filiżanek.
To tam, w Kenii, ojciec
Beryl Markham zaczął prowadzić hodowlę koni pełnej krwi angielskiej. Matka ze
starszym bratem szybko wyjechała zostawiając czteroletnią Beryl pod opieką
ojca. Wychowywana samotnie przez niego wyrosła na kobietę niezależną,
zbuntowaną i silną. Wielka przyjaźń z chłopcem
Kibiim z plemienia Kikuju i jego rodziną zaszczepiła w niej ducha
wojowniczki, a pomaganie ojcu w jego pracy, miłość do koni. Beryl nie bała się
niczego. Powieść przedstawia tylko jej dzieciństwo i młodość, czyli tą część
życia, w której musi samodzielnie podejmować wiele decyzji, dokonywać wyborów,
które zaważą na jej przyszłości.
Książkę czyta się trochę
jak pamiętnik, bowiem Beryl jest nie tylko bohaterką, ale i narratorką.
Powieść pochłania czytelnika od pierwszych stron. Napisana prostym i lekkim
językiem uruchamia wyobraźnię i przenosi nas do czasów, kiedy Kenia, jako
kolonia brytyjska, zamieszkiwana była jednocześnie przez plemiona afrykańskie i
bogatych Europejczyków. Wzajemne relacje i sytuacja kolonii po I wojnie
światowej są tylko niezbędnym tłem do historii Beryl Markham, kobiety
niezwykłej, wyzwolonej, pasującej
bardziej do naszych niż do swoich czasów.
Wszystkie byłyśmy
zachwycone zarówno samą książką, sposobem narracji jak i postacią Beryl
Markham. Poruszałyśmy zarówno koleje jej życia, warunki w jakich wzrastała i w
jakich kształtowała się jej osobowość jak i relacje z najbliższymi. Nie brakło
krytyki pod adresem matki Beryl, jej samej i dokonywanych przez nią wyborów,
współczucia dla jej samotności, tęsknoty za ojcem i matką, której nigdy nie
wybaczyła porzucenia. No i o tym jak kształtowało się życie w kolonii
brytyjskiej.
Książka zdecydowanie
warta polecenia.
Urszula Sitarz
czwartek, 16 marca 2017
Varia - wystawa plastyczna Grupy Artystycznej UTW
Każdy artysta, czy
to profesjonalista czy też amator, tworzy z potrzeby serca. W przypadku
twórczości amatorskiej bardzo często najpierw występuje zjawisko tworzenia dla
siebie, czyli wszystko trafia do szuflady. Z czasem jednak każdy czuje potrzebę
ujawnienia tej twórczości, pokazuje rodzinie, znajomym, potem już prezentuje
się przed szerokim kręgiem odbiorców. I chyba w tym momencie zaczyna się dialog
twórcy z odbiorcą. Artysta ma coś do powiedzenia, do przekazania światu.
Tworzonym przez siebie dziełem wysyła komunikat o swoim sposobie widzenia
świata, o tym jak odbiera otaczającą go szeroko pojętą rzeczywistość. A
możliwości ma wiele. Sztuki plastyczne, podobnie jak i muzyka, nie muszą być
dokładnym odzwierciedleniem tego, na co twórca patrzy ani tego, co czuje.
Wyrażać może się na wiele sposobów, w plastyce, w malarstwie i nawet w
fotografii dopuszcza się wykorzystanie różnych, czasem wydawałoby się dziwnych
narzędzi i materiałów.
Anna Wasyliszyn Elida Saul
Wczoraj odbył się wernisaż wystawy z cyklu Artystyczny Pejzaż Żagania, w ramach którego promujemy lokalną twórczość artystyczną. Wystawa w pierwszej chwili wydaje się
prezentować malarstwo abstrakcyjne, ale tak nie jest. Nie ma żadnej abstrakcji.
Wszystko jest czytelne, tylko przedstawione z wykorzystaniem wielu technik,
łączeniem materiałów.
Elwira Pawłowicz Władysława Stasiewicz
Wszystkie prace
wykonane zostały przez członków Grupy Artystycznej Uniwersytetu Trzeciego
Wieku, działającej przy Centrum Kultury. Jest to twórczość amatorska, ale
powstaje pod kierunkiem żagańskiej artystki Grażyny Kulej-Zwiernik, która uczy
technik, pokazuje możliwości w zakresie zastosowania, użycia wszystkiego,
czego plastyk potrzebuje. Robi to profesjonalnie więc i wymaga. A, że na
naukę nigdy ponoć nie jest za późno, więc wyrastają nam w Żaganiu artyści jak
grzyby po deszczu. Tworzą ku zadowoleniu własnemu, dumie najbliższych
i uznaniu otoczenia. Wernisaż odbył się w holu Pałacu Książęcego, czyli w miejscu, gdzie prezentowane prace można oglądać do końca kwietnia.
Janina Lewicka Stanisława Szczepanik
Powitała wszystkich obecnych Dyrektor Biblioteki Pani Magdalena Śliwak, następnie oddała głos Pani Grażynie Kulej-Zwiernik, która wprowadziła nas nieco w arkana powstawania poszczególnych obrazów, wykorzystanych technik. Opowiedziała o grafice i jakie czynności musieli kolejno wykonać autorzy prac. Inne obrazy wykonane były metodą stemplowania. Dowiedzieliśmy się na czym to polega i jakich narzędzi i materiałów można do tego celu użyć. Efekty zaskakiwały nawet samych tworzących. Jeszcze inne prace powstały jako połączenie starej czarno-białej fotografii z kolorem. Zadaniem autorów było wyodrębnienie postaci ze zdjęcia i odrzucenie tła, a następnie przeniesienie ich do barwnych czasów współczesnych.
Jerzy Kościelski Maryla Kula
Autorom
gratulujemy twórczości i tego, że już na emeryturze potrafili znaleźć sposób na
życie, na siebie oraz życzymy dalszego rozwoju i sukcesów, Gościom natomiast dziękujemy za poświęcony czas na poznanie efektów ich twórczych wysiłków. Seniorom proponujemy
skorzystanie z oferty jaką daje Uniwersytet Trzeciego Wieku. Prezesowi Spółki
Pałac Książęcy Panu Pawłowi Lóssie dziękujemy za zapewnienie nagłośnienia, a zespołowi Żagańska Lutnia za wspaniały, żywiołowy, podnoszący na duchu i dodający energii koncert. Dali czadu, oj dali 😊. Zespół działa pod
kierownictwem artystycznym Józefa Nizio odnosząc sukcesy na przeglądach i
konkursach. Panu Jankowi Mazurowi i mediom lokalnym za utrwalenie na fotografii i promocję.
poniedziałek, 13 marca 2017
wtorek, 28 lutego 2017
Książka Jojo Moyes Razem będzie lepiej w DKK dla dorosłych
23 lutego 2017
r. odbyło się drugie w tym roku spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych,
na którym, z okazji tłustego czwartku, nie zabrakło na stole pączków i faworków.
Omawiałyśmy książkę Jojo Moyes Razem
będzie lepiej. Angielska pisarka
wydała kilka powieści, które chwytają za serce i pokazują prawdziwe życie.
Razem będzie lepiej to książka nie tylko dla matek
samotnie wychowujących dzieci, ale także dla tych, które nie wierzą w siebie i
nie potrafią poradzić sobie z problemami codziennego życia. Jess, główna
bohaterka, jest matką i przyjaciółką dla swoich dzieci, wybitnie uzdolnionej
matematycznie Tanzie i dla nastoletniego pasierba z problemami, fryzurą
Emo i brakiem pewności siebie. Żeby zapewnić wszystko co potrzebne do
życia, pracuje na dwa etaty, ponieważ ich ojciec nie płaci alimentów, a życie
kosztuje. Pewnego dnia córka dostaje propozycję pójścia do prestiżowej szkoły
dla wybitnie uzdolnionych dzieci, jest jednak jeden problem. Jess nie ma
pieniędzy na czesne. I tutaj zaczyna się cała przygoda, przypadkowo
napotkany Ed postanawia zawieźć całą rodzinę setki kilometrów na Olimpiadę
Matematyczną.
Nasze
czytelniczki zakochały się w książce, dodatkowo po spotkaniu, inne powieści
Jojo Moyes, błyskawicznie zniknęły z półek bibliotecznych. Autorka zaczarowała
nas niesamowicie przedstawionymi realiami, współczesnego świata. Zgodnie
przyznałyśmy, że zakręty życiowe mogą spotkać każdą z nas, ale rzadko
kiedy udaje nam się podejść do tego z takim optymizmem, jak nasza główna
bohaterka. Książka pokazała nam jak można radzić sobie z przeciwnościami losu z
uśmiechem na ustach i wiarą w siebie, swoja rodzinę i marzenia, które
się spełniają, tylko wtedy, jeśli się w nie wierzy.
Karolina Skowrońska
piątek, 24 lutego 2017
Lokale gastronomiczne w Żaganiu do roku 1945
W przeddzień 72. rocznicy
zdobycia miasta w lutym 1945 r., w Czytelni Ogólnej, odbyło się spotkanie z żagańskim
regionalistą Marianem Ryszardem Świątkiem. Pan Marian opowiadał o lokalach
gastronomicznych, które funkcjonowały w Żaganiu do roku 1945. Na ekranie
mogliśmy zobaczyć zdjęcia budynków, przyległych ogródków i wystroju wnętrz.
Dowiedzieliśmy się gdzie, bądź w których budynkach mieściły się, które budynki
przetrwały do dziś i czemu dzisiaj służą, które z nich uległy zniszczeniu
w trakcie działań wojennych, a które zostały wyburzone już po wojnie.
Opowiadając o tych lokalach Pan Marian pokazywał też zdjęcia lotnicze, zdjęcia z lat powojennych i mapy, na których pozaznaczał poszczególne budynki. Dla porównania pokazał też zdjęcia współczesne miejsc, ulic, placów i budynków, w których kiedyś mieściły się restauracje, gospody, kawiarnie, cukiernie. A było ich naprawdę dużo.
Gastronomiczna przedwojenna mapa Żagania ze współczesną właściwie nie pokrywa się. Tylko w przypadku restauracji „Ressource” dzisiaj - „Piastowska”, „Apollo” dzisiaj „Zamkowa” oraz lokal przy dzisiejszym Placu Wolności, do niedawna restauracja „Światełka”, w którym do 1945 r. mieściła się restauracja „Pod Pocztą”.
Opowiadając o tych lokalach Pan Marian pokazywał też zdjęcia lotnicze, zdjęcia z lat powojennych i mapy, na których pozaznaczał poszczególne budynki. Dla porównania pokazał też zdjęcia współczesne miejsc, ulic, placów i budynków, w których kiedyś mieściły się restauracje, gospody, kawiarnie, cukiernie. A było ich naprawdę dużo.
Gastronomiczna przedwojenna mapa Żagania ze współczesną właściwie nie pokrywa się. Tylko w przypadku restauracji „Ressource” dzisiaj - „Piastowska”, „Apollo” dzisiaj „Zamkowa” oraz lokal przy dzisiejszym Placu Wolności, do niedawna restauracja „Światełka”, w którym do 1945 r. mieściła się restauracja „Pod Pocztą”.
Zur Post
Piękna lekcja historii
miasta, bogato ilustrowana starymi zdjęciami, widokówkami i innymi dokumentami.
Spotkanie trwało ponad dwie godziny i było naprawdę ciekawe. Wielkie
dzięki Panie Marianie J
Lokale gastronomiczne w Żaganiu do roku 1945
Jedną z najstarszych
oberży w Żaganiu była gospoda „Pod Złotą Koroną”. Budynek nie przetrwał do
naszych czasów, ale oberża istniała już w wieku XV, później wzmiankowana
była przez kronikarza w okresie wojny trzydziestoletniej. Według wykazu
sporządzonego przez burmistrza miasta, Puscha, w roku 1783 w Żaganiu, poza dużą
piwnicą ratuszową, funkcjonowało jeszcze 6 lokali oraz 3 usytuowane poza
obrębem murów miejskich. Piwnica ratuszowa „Rastkeller” prawdopodobnie istniała
już w XIV w., a w jej murach zbierali się mieszczanie i starszyzna
książęcego Żagania. Przy obecnej ul. Szprotawskiej 17 mieściła się gospoda
„Pod Złotą Gwiazdą”. W tym okresie, na otaczających miasto wzniesieniach,
uprawiano winną latorośl i właściciele winnic mieli prawo do wyszynku
wina. Jednym z nich był Neumann, który w roku 1785 założył winiarnię przy
obecnej ulicy Nowogródzkiej 64.
Bardzo starym lokalem była restauracja „Zum Walfisch”¹ (Pod Wielorybem), która znajdowała się u zbiegu dzisiejszych ulic Dworcowej i Przyjaciół Żołnierza. W tym miejscu obecnie zbudowano sklep sieci Kauffland. Po dawnym lokalu zachowały się tylko fragmenty otaczającego go ogrodzenia.
Bardzo starym lokalem była restauracja „Zum Walfisch”¹ (Pod Wielorybem), która znajdowała się u zbiegu dzisiejszych ulic Dworcowej i Przyjaciół Żołnierza. W tym miejscu obecnie zbudowano sklep sieci Kauffland. Po dawnym lokalu zachowały się tylko fragmenty otaczającego go ogrodzenia.
Zum Walfisch
Inną
starą oberżą był lokal „Markhalle” w rynku. Nocował w nim, podczas swojej
podróży do Wrocławia, król Prus Fryderyk II Wielki.
Niedaleko
pałacu przy Placu Słowiańskim na przełomie XIX i XX w. zbudowany został teatr
miejski „Apollo”, który później pełnił funkcję lokalu „etablissement”, czyli
łączył gastronomię z funkcją rozrywkową. Restauracja zachowała nazwę, odbywały
się w niej występy artystyczne i projekcje filmów. W okresie powojennym w
budynku znajdowało się kino „Jedność”. Obecnie mieści się tam restauracja i pizzeria „Zamkowa”.
(Teatr Miejski)
U
podnóża dawnego wzgórza zamkowego, który w XIX wieku był książęcą winnicą,
wzniesiono niewielki lokal w stylu szwajcarskim, który nosił nazwę „Belaria”.
Lokal nie przetrwał do czasów współczesnych, ale kiedyś było to ulubione
miejsce spacerów i wypoczynku mieszkańców Żagania.
Herzogl Belaria
W
roku 1820 liczba wszystkich lokali gastronomicznych w Żaganiu wynosiła 41. W
latach 1819-1820 koncesji na wyszynk udzielał królewski urząd po zasięgnięciu
opinii magistratu.
29.09.1827
r. przedstawiciel magistratu miasta doręczył restauratorom i szynkarzom
rozporządzenie, na mocy którego zezwalano grać muzykę i przyjmować gości
tylko do godziny 10.00 wieczorem. Wyłączone z tych ograniczeń były:
-
publiczne obchody urodzin króla,
-
okres trzech najważniejszych świąt,
-
obchodzone corocznie cykliczne święta mieszkańców miasta,
-
zamknięte, prywatne uroczystości.
Wg
źródeł, tuż przed drugą wojną światową, w Żaganiu funkcjonowało łącznie ponad
50 samych restauracji, hoteli, ponadto było 6 kawiarni, 3 cukiernie i 11 lokali
sprzedających kawę oraz 1 schronisko.
Towarzystwo i restauracja
„Ressourse”
W
roku 1848 lub nieco wcześniej powstało w Żaganiu Towarzystwo Ressource, którego
członkami byli dobrze sytuowani kupcy Żagania i okolic. Jednym z zadań
Towarzystwa była pomoc finansowa dla potrzebujących członków. Towarzystwo
prowadziło lokal gastronomiczny pod tą samą nazwą. Restauracja, nawet po
zaprzestaniu działalności Towarzystwa w roku 1933, po tym jak władzę w Niemczech
objęli naziści, zachowała nazwę i funkcjonowała do roku 1945.
Restauracja Ressource
W
lutym 1848 r., z okazji imienin księżnej Doroty Talleyrand-Perigord, miasto
zostało iluminowane, a księżna przyjęła zaproszenie Towarzystwa, prawdopodobnie
do lokalu, który istniał wówczas przy ul.
Żarskiej (obecnie ul. II Armii Wojska Polskiego). W październiku 1856 r.
uroczystym balem otwarto nowo wybudowany budynek kupieckiej restauracji
Ressource przy ul. Szpitalnej 27 (obecnie ul. Keplera). W lokalu gromadzili się
kupcy miejscowi, przejezdni mogli spotkać się z partnerami handlowymi, zjeść
posiłek, a nawet przenocować. Było tam miejsce na postój wozów, na wyprzęganie
koni i obrok dla nich. Restauracja posiadała duży ogród. W jego dolnej części,
przy obecnej ul. Jana Pawła II i ul. Pomorskiej, w czasach przedwojennych,
mieściła się kręgielnia. W tym też lokalu odbywały się oficjalne spotkania
organizowane przez burmistrza i radę miasta. Lokal pełnił istotną rolę w życiu Żagania,
o czym świadczą informacje w żagańskiej gazecie „Saganer Wochenblatt”. To w
nim, we wrześniu 1859 r. wydano kolację z okazji otwarcia budynku liceum dla
dziewcząt przy ul. Fryderyka Wilhelma (obecnie ul. Pomorska), a w
listopadzie 1863 r., z okazji uruchomienia w mieście oświetlenia gazowego ulic,
władze miasta wydały uroczyste przyjęcie dla zaproszonych gości. Restauracja też
została oświetlona lampami gazowymi.
Po
wojnie w tym samym budynku również uruchomiono restaurację, ale pod nazwą
„Piastowska”, lecz widoczna na fasadzie, mimo zamalowania, stara nazwa sprawiła,
że aż do lat 70. mieszkańcy nazywali go „Resursą”.
¹ Nazwa lokalu w
języku niemieckim oznacza wieloryba, ale stanowi również nazwę dawnej miary
ilości, a nie wagę sprzedawanego towaru. Dotyczyło to sprzedaży ryb i jajek.
1 Wal oznaczał 80 sztuk. Bardzo możliwe, że w miejscu tego lokalu we
wcześniejszych czasach mieszkańcy wsi Rybaki sprzedawali łowione w Bobrze ryby,
a nadana mu nazwa zapewne nawiązywała do dawnego handlu rybami.
Teksty o lokalach opracowano
wg fragmentów źródeł w tłumaczeniu Mariana Ryszarda Świątka. Konsultacja i korekta: Marian Ryszard Świątek.
(Źródła:
Mertsching Paul, Sagan von 1801 bis 1880, Sagan 1896/97 ; gazeta „Saganer Wochenblatt” ; Stenzel Joseph, Die
Wasser-Fluth im Monat Junius 1804, sagan 1805 ; artykuł o najstarszych lokalach
gastronomicznych w Żaganiu, K. Handke w: „Saganer-Sprottauer Heimatbriefe” 1963
nr 11 ; Jander A., Stadt, Schloss und Park Sagan, Liegnitz 1886 ; Lauschke
Paul, Führer durch sagan und Umgegend, Sagan 1910 ; Adressbuch für die Stadt
Sagan 1924, Sagan 1924 ; Adressbuch 1929, Stadt und Kreis Sagan, Sagan 1929 ; Adressbuch
1937, Sagan und Umgebung, Sagan 1937)
wtorek, 14 lutego 2017
piątek, 3 lutego 2017
środa, 1 lutego 2017
Książka Marii Nurowskiej Bohaterowie są zmęczeni w DKK dla dorosłych
Pierwsze
spotkanie w tym roku Dyskusyjnego Klubu Książki odbyło się 26 stycznia, a tematem
dyskusji była najnowsza książka Marii
Nurowskiej Bohaterowie są zmęczeni.
Autorka
przedstawia relacje dwóch braci Niemczyków.
Leona, znanego aktora polskiego kina, oraz Ludwika, legendarnego kuriera
podziemia Armii Krajowej walczącego z narażeniem życia o wolną Polskę.
Każdy z nich przedstawił swoją wersję wydarzeń od wczesnej młodości do
schyłku ich życia.
Bohaterowie
książki prezentują osobowości o diametralnie różnych charakterach i poglądach.
Poznając ich historię dowiadujemy się, o burzliwych losach dwóch braci najpierw
w trudnym okresie dorastania, potem w latach walki z okupantem i w okresie
powojennym. Po zakończeniu działań wojennych żaden z nich nie wiązał
swojej egzystencji w komunistycznej Polsce, więc obaj postanowili przedostać
się za granicę. Ludwik już wcześniej zajmował się przerzutem pojedynczych
osób do innych państw, w ten sposób udało mu się połączyć wiele rozbitych
rodzin znajdujących się po obu stronach granicy. I tutaj właściwie
rozpoczyna się prawdziwy dramat rodzinny, bo w jednej z grup
uciekających znajduje się brat Ludwika, Leon. Ucieczka się nie powiodła, obaj
zostali aresztowani przez agentów Urzędu Bezpieczeństwa. Leon został
przesłuchany i szybko wypuszczony, a Ludwik spędził w więzieniu sześć lat bity,
poniżany i torturowany. Kto zdradził?. Obaj podejrzewają się nawzajem nie
wiedząc, że zdrajcą był bliski przyjaciel Ludwika, znajdujący się w tej samej grupie opuszczającej granice
Polski – Skuza Marek. Jednak te informacje ujrzały światło dzienne dopiero
po latach, kiedy autorka przegląda archiwa IPN-u i trafia na notatki i protokoły
przesłuchań z tamtego okresu. Bracia jednak już nigdy się nie spotkali, nie nawiązali
ze sobą kontaktu, nie zrobili nic, aby dociec prawdy.
Historia
rodziny Niemczyków jest niesamowicie smutna, a jednocześnie życiowa i stąd
bardzo ciekawa. Czyta się ją z zapartym tchem, trudno się od niej oderwać.
Być
może fenomen tkwi w tym, że książka oparta jest na faktach autentycznych i przedstawiająca zagmatwane i dramatyczne ludzkie losy. To
także prawdziwa lekcja historii ukazująca prawdę o walce młodych ludzi w
podziemiu. Opowieść Marii Nurowskiej skłania czytelników do refleksji nad samym
sobą, a także nad zachowaniem człowieka w tak trudnej sytuacji w jakiej
znaleźli się bohaterowie. Trudno jest odpowiedzieć jednomyślnie, jak na ich
miejscu, w godzinie próby sami byśmy się zachowali? Z jednym faktem trudno się
pogodzić, a mianowicie z tym, że można przez całe życie się nie spotkać,
czy nie nawiązać relacji rodzinnych i nie wytłumaczyć zaistniałej w przeszłości
sytuacji. Zastanawiające jest również to, jak bolesne musiały być rany, żale i
urazy z przeszłości, że ludzie już do samej śmierci nigdy nie nawiązali
pozytywnych relacji z bliskimi.
Wszystkim,
zarówno sympatykom twórczości Marii Nurowskiej, jak i tym, którzy jeszcze nie
zetknęli się z jej twórczością, gorąco polecamy historię braci. Przyjemność
czytania gwarantowana!
Elżbieta
Buganik
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















